POWERMETAL.PL (PL)
Recenzja
Ostatnio mam to szczęście, że trafiam na dobre, a nawet bardzo dobre promówki. Co wiecej bardzo cieszy fakt, że najczęściej są to płyty polskich wykonawców. Po znakomitych materiałach Newbreed oraz Division By Zero, które miałem możliwość przesłuchać, a nawet w przypadku tych drugich poddać ich recenzenckiej obróbce, w me ręce wpadł krążek załogi o nazwie Eternal Deformity.
Grupa powstała już w 1993 roku i ma na swym koncie cztery płyty. Ostatnią jest wydana w 2002 roku 'The Serpent Design'. Przyznaję, że osobiście na 'Frozen Circus' stykam się po raz pierwszy z muzyką tego zespołu, ale zdołałem doszukać się informacji, że styl Eternal Deformity ewoluował od typowego doom metalu do stylu, który w tej chwili trudno jednoznacznie zaszufladkować. I muszę przyznać, że jest w tym sporo racji, bowiem ktokolwiek zetknął się z nowym LP musi podobnie jak i ja mieć problem z określeniem dźwięków jakie zawiera 'Frozen Circus'. Od razu uspokajam. Na pewno jest to metal! Metal ubrany w emocje oraz klimat. Metal, któremu można by przykleić etykietkę prog/gothic, ale nie ten 'babięcy' pseudo gotyk, a gothic w wokalach bliski dokonaniom Moonspell, a warstwie dźwiękowej noszący znamiona twórczości Opeth.
Muzycy Eternal Deformity bardzo sprawnie poruszają się po rozległych skalach swoich instrumentów i słychać wyraźnie, że te piętnaście lat na muzycznej scenie nie pozostało bez wpływu na ich umiejętności oraz wyczucie muzycznego smaku. Jeśli faktycznie uciekli z doom metalowej prostoty i wpłynęli na wody progresywnych łamańców, to ta zmiana wyszła im wręcz znakomicie. Musi coś w tym być skoro po latach udało im się podpisać kontrakt z włoską wytwórnią Code666 i myślę, że tak musiało się stać, bo po nagraniu tych dziewięciu wręcz bardzo dobrych utworów w pełni na to zasługują. Jeśli dodam, że nad ich ostatecznym kształtem pracowano w słynnym, olkuskim Zed Studio, to myślę, że wszelakie wątpliwości powinny zostać w tym momencie rozwiane.
Szczerze powiem, że na początku bardzo raziły mnie klawisze. Wydawało się, że odstają od muzyki i tego, co gra zespół. Jednak z czasem uświadomiłem sobie tę oczywistą prawdę, że one właśnie takie mają być! Cyrkowe! Groteskowe, bo cyrk to groteska i chyba nikt nie traktuje go poważnie?! No oczywiście poza samymi artystami, którzy z ów groteski potrafią wznieść się na wyżyny artyzmu. Na takie wyżyny wznoszą się też muzycy Eternal Deformirty i ja wierzę w ich muzyczną szczerość. Po prostu kupuję to, bo widzę w tym pomysł na granie i zabawę konwencjami. Nie jestem świadom tego czy mamy tutaj do czynienia z koncept albumem, ale sądząc po tym, że jako czwarty utwór umieszczono tutaj cover znakomitego utworu 'Litlle 15', Depeche Mode, wnoszę, że raczej są to luźne utwory, które spaja niewidzialna nić klimatu. I to się w pełni udało, bo słuchacz nie ma uczucia, że coś upchnięto tutaj na siłę. Ja jednak zarzucę zespołowi to, że cover mimo, że udany, mogliby sobie darować, bo ich kompozycje w pełni żyją własnym życiem i nie potrzebują wsparcia ogranego hitu. Panowie Wasza muzyka broni się sama!
'Frozen Circus' to cyrk z naszych najczarniejszych snów. Cyrk, w którym nic nie jest takim, jakim wydaje się na początku. Mieniący się bogatą paletą barw, znakomicie oddaną przez wokale Przemka Kajnata oraz grę wszystkich instrumentalistów, raz straszy, a raz omamia swym przyjaznym ciepłem. Ale tylko na maleńką chwilę, bo ten cyrk bawi, przeraża i ogłupia. Mrożące krew w żyłach 'salto mortale' to przy tym niewinny skok z bezpiecznym lądowaniem na miękkie łóżeczko, zabawny klown okazuje się niespełna rozumu szaleńcem, a stateczny konferansjer zdaje się być mózgiem tego całego mrożącego krew w żyłach widowiska.
Być może ponosi mnie fantazja, ale z osłupieniem wpijam swe oczy (czytaj uszy) w ten groteskowy show i z lubieżnym, a nawet masochistycznym uwielbieniem oraz ciekawością pragnę by przeciągał się w nieskończoność. Nigdy nie lubiłem cyrku, ale ten polecam Wam z całego serca.
rate: 8/10











