THE NOCTURNAL BATTLE OF CHARIOTS 05.2002 (PL)
żorscy metalowcy z Eternal Deformity na polskiej scenie ciężkich brzmień zrobili już nieco zamieszania, bo przecież mogą się poszczycić paroma pozycjami wydawniczymi i wieloma zaliczonymi koncertami. Ale jakby na złość zawsze mieli pecha do wydawców, każda umowa kończyła się na jednym krążku czy kasecie. Za każdym jednak razem potrafili czymś zaskoczyć, coś nieszablonowego do swej muzyki wprowadzić. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że najnowszy ich materiał będzie aż tak nieszablonowy. "The Serpent Design" prezentuje Eternal Deformity jakiego nie znaliście wcześniej...
Witaj Przemku! Na wstępie - gratulacje nagrania "The Serpent Design". Przyznam się bez bicia, że mocno mnie zaskoczyliście (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu)...
Witam! Bardzo się cieszę, że udało nam się ludzi zaskoczyć. Prawdę mówiąc liczyliśmy na to. Już w trakcie prac nad poszczególnymi utworami wiedzieliśmy, że będą inne od tego, co udało nam się dotychczas zrobić. A podczas pracy w studio utwierdziliśmy się w tym przekonaniu. Bardzo chcieliśmy zrobić coś innego i myślę, że się udało.
Zadam to pytanie (chociaż zapewne mnóstwo osób Was o to pyta) - skąd taka zmiana stylu? Przecież skok pomiędzy "In the Abyss...", a "The Serpent Design" jest kolosalny!
Ona wyszła zupełnie naturalnie. Tak po prostu teraz gramy i takie granie nas kręci. Nie mieliśmy żadnego założenia programowego, że teraz gramy tak, a teraz tak. Wynika to z naszych ciągłych poszukiwań nowych brzmień, rozwiązań, aranżacji, a przy okazji staramy się cały czas zachować swój (podobno rozpoznawalny) styl.
Jesteście zespołem, którego muzyka ewoluuje (i to bardzo) na przestrzeni lat, do takiego stopnia, że Eternal Deformity z czasów chociażby "Nothing Lasts Forever" i "The Serpent Design" to praktycznie dwa różne zespoły!
Chyba nie tak do końca. Faktem jest, ze różnią się one - najbardziej chyba wokalem - ale, już na "Nothing…" staraliśmy się zrobić coś innego (nowe instrumenty np. flet, skrzypce) kobiece wokale. Nie mieliśmy wtedy jednak obecnego doświadczenia i umiejętności. Zresztą "Nothing…" powstawał w bardzo specyficznych warunkach i złożyły się na niego dwie sesje i dlatego to cud, że on w ogóle jakoś brzmi.
Czy takie konsekwentne zmiany stylistyki to czysto naturalne procesy czy macie już jasno określony cel, jak chcecie brzmieć i powoli dążycie do niego zmieniając oblicze z wydawnictwa na wydawnictwo?
Jak już wspomniałem wcześniej cały czas szukamy i bawimy się dźwiękami. Wiemy jak chcemy brzmieć- dobrze i mieć dobry odbiór. Nie chcielibyśmy nagrać dwóch takich samych płyt - zawsze staramy się czymś zaskoczyć. Jednak cały czas chcemy utrzymać się w konwencji muzyki ogólnie nazywanej metalem. Uważamy, że w tym gatunku można wiele zdziałać i jest on bardzo pojemny, co zresztą słychać.
"The Serpent Design" wprawdzie krótko jeszcze wędruje w metalowych kręgach (jako materiał promocyjny), ale zapewne jakieś głosy krytyki dochodzą już do was. Czy możesz coś zdradzić na ten temat?
Chyba największą i najbardziej bolesną krytyką jest to, że jak na razie to nikt nie zdecydował się tego materiału wydać. Cały czas czekamy i mamy nadzieję, że ktoś się w końcu zdecyduje. Nie wiem może firmy boją się, że ten materiał się nie przyjmie? Ja jednak sądzę, że "The Serpen Design" mimo swojej inności nie jest ani zbyt trudny, ani nieprzystępny. Jeżeli natomiast chodzi o ludzi to są zaskoczeni, ale pozytywnie. Niektórzy twierdzą, ze jest odrobinę za dużo klawiszy, ale równocześnie stwierdzają, że gdyby ich nie było to materiał brzmiał ubożej - trochę to niekonsekwentne, ale cóż, każdy ma swoje zdanie.
Już począwszy od "Malleus Maleficarum" zaczyna się psychodella. I tak jest przez cały album, aż po "Release Me". No właśnie zostaje jeszcze ostatni numer "E.D. Rhapsody" - chyba jedyny "normalny" kawałek zbudowany tylko na akustyku i wokalu. Czy to jakiś ukłon w stronę przeszłości?
Tak naprawdę to ten numer jest trochę przypadkiem na tej płycie ponieważ w pierwszym zamyśle miało go nie być. Zresztą on nigdy nie był ćwiczony ani opracowywany. Kiedyś przyniosłem taki motyw na próbę, ale jakoś o nim zapomnieliśmy. Pamiętał o nim Przemek. I właśnie podczas nagrywania gitar czekaliśmy na procesor, aby nagrać solówki. Koleś ze sprzętem się spóźniał i wtedy Przemek stwierdził, że on ma pomysł na taki utwór i tak od razu z czapy nagraliśmy go. Później okazało się, że numer nam się podoba i pasuje do całości… no i został.
Wymowa "E.D. Rhapsody" do optymistycznych raczej nie należy. Niestety nie zaopatrzono mnie w teksty z "The Serpent Design", ale niektóre słyszalne frazy, jak np. "My time has gone..." czy "goodbye everybody" podkreślają dekadencki klimacik. Tak właśnie miał się kończyć ten materiał? Smutnie, przygnębiająco?
Może Cie to zaskoczy, ale ten tekst to jest fragment "Bohemian Rapsody" grupy Queen. I to jest idealne zakończenie dla tej płyty.
Wróćmy na chwilę do "Forgotten Distant Time" i "Nothing Lasts Forever". Jak teraz z perspektywy czasu patrzysz na te materiały?
Z dużym sentymentem tak jak cały ten okres, kiedy materiały te powstawały. Wiadomo, że obecnie człowiek zrobiłby wiele rzeczy inaczej. Niektórych nie zrobiłby wcale. Realizacja również jest fatalna, ale pozostaje pamiątka. I właśnie dzięki tym materiałom widać, jaką długa muzyczną drogę przeszliśmy.
Na pewno można to uznać za sukces, że zostały one profesjonalnie wydane (przez Baron Rec. i Midgard Rec.), chociaż wtedy było to raczej łatwiej osiągalne, nieprawdaż?
Tak było o wiele łatwiej. Powstawało wiele firm zajmujących się muzyką metalową. U Barona mógł wydać praktycznie każdy, kto miał nagrany w studio materiał o czasie powyżej 40 minut. Profitów co prawda nie było z tego, ale można było zaistnieć na rynku z profesjonalnie wydaną taśmą. Dzięki temu mieliśmy np. recenzję w Metal Hammerze, a to już było coś.
Wydaje się, że nie macie szczęścia do wydawców. Midgard wydaje "Nothing...", niedługo potem zawiesza działalność. To samo z Demonic Rec. i "In the Abyss...". Teraz znowu szukacie wydawcy z nowym materiałem. Na pewno pragnęlibyście ulokować się w jakiejś pewnej i silnej stajni...
Marzeniem chyba każdej kapeli, jest znalezienie firmy, która dawałaby poczucie pewnej stabilizacji i bezpieczeństwa dla wydania następnego materiału. Midgard, Demonic to były firmy małe, których właściciele nastawiali się na zysk przy niewielkim wkładzie. Taka taktyka nie ma prawa się sprawdzić zwłaszcza w obecnej sytuacji na rynku muzycznym. Liczymy na to, że w końcu uda nam się nawiązać współpracę z jakąś większą i odpowiedzialna firmą.
Na "Forever..." i "Nothing..." wokalnie udziela się jeszcze Artur Olszewski, podczas gdy od dłuższego już czasu w Eternal Deformity śpiewa basista Przemek Kajnat. Czy to Artur okazał się złym wokalistą, czy odkryliście dopiero po pewnym czasie Przemka?
Artur nigdy nie był naszym ideałem wokalisty, ale miał tą zaletę, że był. Próbował się nawet rozwijać, ale niestety próby te nie były zbyt udane - słychać to na "Nothing Lasts Forever" i właśnie po tym materiale zdecydowaliśmy się zrezygnować ze współpracy z tym panem. Już wtedy grał z nami Przemek, który wcześniej również grał i śpiewał w innej kapeli razem z Tymkiem zresztą. To posunięcie było bardzo udane i myślę, że zespół bardzo na tym zyskał. Myślę, że wokal Przemka stał się również jedna z charakterystycznych cech kapeli.
Jak dużo w ogóle osób przewinęło się przez szeregi Eternal Deformity od czasu powstania zespołu? Wiem, że byli jeszcze Rafał Rybiński i Michał Pfeiff. Ktoś jeszcze?
Trochę tego było, ale tak naprawdę to członkami zespołu byli oprócz Ara i mnie tylko Rafał Rybiński "Ryba" i Artur Olszewski "Orzech". Pozostali ludzie tylko nam pomagali, a Michał, który nagrywał nam partie basu na Promo '96 obecnie gra w zespole Pogodno i podbija kraj swoją muzyką.
Wiele zespołów zrywa kontakt z byłym członkami. Jak jest u was?
Spotykamy się dość często i w przyjacielskiej atmosferze. Wszelkie nieporozumienia i niesnaski zostały wyjaśnione -czas robi swoje. Czasami wyskoczymy sobie na piwo pogadać o dupie Maryni, muzyce i innych pierdołach. Teraz dawni członkowie Eternal Deformity są naszymi najbardziej wymagającymi krytykami i słuchaczami.
OK, na koniec coś z innej beczki - jak ma się sprawa koncertów? Trzeba przyznać, że dawniej sporo grywaliście...
Owszem graliśmy sporo i chcielibyśmy grać nadal, ale jakoś niewiele mamy propozycji. Nie wiem skąd to się bierze - może nie ma zapotrzebowania na naszą muzykę na żywo, a ona podobno bardzo dobrze się sprawdza, może ludzie myślą, że kasujemy niewiadomo ile za koncert. Otóż nic podobnego - tradycyjny zwrot kosztów + jakiś browar, nocleg - zawsze można się dogadać. My również jesteśmy zainteresowani, aby grać jak najwięcej i w jak największej ilości miejsc. Dlatego jeżeli ktoś byłby zainteresowany tym aby nas do siebie ściągnąć proszę o kontakt.
Będziemy kończyć, co można życzyć żorskim metalowcom?
Przede wszystkim wydania "The Serpent Design". A poza tym zagrania mnóstwa koncertów, wielu pozytywnych recenzji i szerokiego odzewu ze strony fanów.
Dzięki za wywiad!
Również dziękuję. Pozdrawiam Ciebie i wszystkich czytelników Nad Brzegami Czasu. Zapraszam do zapoznania się z "The Serpent Design" i wcześniejszymi naszymi dokonaniami. Wspierajcie nasze podziemie i do zobaczenia na koncertach.











